Jak to było?
Wynik otworzył, i jak się później okazało, zamknął Daniel Sturrigde w trzeciej minucie uderzeniem głową po dośrodkowaniu swego duńskiego imiennika, Aggera, z rzutu rożnego. Nic jednak nie wskazywało, iż żadna bramka w tym meczu już nie padnie. Gracze United ruszyli gwałtownie do ataku, zbyt gwałtownie. W szóstej minucie swą okazję miał Robin van Persie, lecz piłka poszybowała w tłum kibiców na the Kop. Kolejne strzały w spotkaniu nie stwarzały zagrożenia dla obu bramkarzy. Liverpool przejął inicjatywę w meczu, swym świetnym pressingiem zmuszając drużynę gości do coraz bardziej nerwowej gry.
Indywidualnymi umiejętnościami błysnął Philippe Coutinho, którego zatrzymać udawało się jedynie faulami. Zarówno drużyna gości, jak i gospodarzy, grały brutalnie, nie szczędząc sobie "boiskowych czułości", dzięki czemu rosła statystyka kartek, przyznawanych przez pana Andre Marrinera. Już w 37' minucie na miejsce kontuzjowanego Phila Jonesa (który był spiritus movens większości akcji United), David Moyes posłał na murawę Antonio Valencię.
Im bliżej było końca pierwszej części spotkania, tym ostrzejsze stawały się wzajemne ataki piłkarzy. W zawodnikach United rosła frustracja i niezdrowe emocje przysłaniały sportową rywalizację. Wkrótce zaowocowało to dwoma brzydkimi starciami Robina van Persie. W 39. minucie sfaulował on Daniela Aggera w polu karnym rywala, za co zobaczył żółtą kartkę, by po sześciu minutach cudem uniknąć kolejnego, moim zdaniem, zasłużonego kartonika. Tym razem wziął on na swój snajperski celownik Martina Škrtela.
Antycypowana na drugą połowę dominacja Liverpoolu nie miała miejsca. Drużyna gości za wszelką cenę usiłowała doprowadzić do korzystnego wyniku, jednak akcje United wygladały i kończyły się żałośnie. Piłkarze cieniowali, grali słabo, przynajmniej ci ofensywni. Wyglądali, jakby nie wierzyli we własne możliwości. Coraz to kolejne ataki przesuwały się w pobliże szesnastki Liverpoolu. Zupełnie odcięty od gry i niewidoczny w drugiej połowie Coutinho musiał opuścić boisko. W jednej z szarż Liverpoolu ucierpiał Antonio Valencia, bowiem palec piłkarzy gości wylądował w oku Brazylijczyka.
Dopiero w 77. minucie naprawdę groźny strzał oddał zmiennik Ashleya Younga, Nani. Z tą próbą poradził sobie jednak Simon Mignolet. Kolejną tak dobrą okazję United zmarnował Robin van Persie, będący w dość trudnym miejscu do uderzenia, jednak zagranie Chicharito do Holendra było naprawdę dobre. W ostatniej, 95., minucie meczu David de Gea fenomenalnie uratował swój zespół przed wyższą porażką.
Co jest gorsze- porażka czy... gra?
Odpowiedź jest w moim mniemaniu prosta. Gra. Gra, gwoli ścisłości, formacji ofensywnej. Porównując, bowiem, defensywę United z ubiegłego oraz bieżącego sezonu, ta dzisiejsza spisuje się na mocną czwórkę. Stracone bramki są raczej zasługą ataku rywali, niż błędów obrony. Wolałabym nie zapeszać, lecz może to dobrze rokować i to jest jednym z niewielu plusów w tym równaniu zwanym United.
Kolejnym plusem może być dobra gra Valencii, a przynajmniej do momentu, w którym zobaczył z bardzo bliska palec rywala. Także Nani dał dobrą zmianę, zastępując Ashleya Younga.
Co w takim razie zawodzi? Albo raczej: kto zawodzi? Nie chciałabym wytykać palcami poszczególnych zawodników, lecz chyba muszę. Danny Welbeck zagrał dziś fatalne spotkanie, tak samo jak z Chelsea i Swansea. Z tą różnicą, że tamte spotkania zakończyły się pozytywnym wynikiem. Facet jednak jak był, tak jest niesamowicie nieskuteczny.
-Jak to? Przecież strzelił dwie bramki Swansea?
A ilu nie strzelił? Piłkarz na tym poziomie powinien wykorzystywać stuprocentowe sytuacje. Welbeck ma 5-6 dobrych sytuacji w meczu, z czego nie wykorzystuje żadnej. Czasami się uda. Nie takiej gry od niego oczekujemy.
W obliczu kontuzji Wayne'a Rooneya, mamy trzech podstawowych (lub mniej) napastników: Chicharito, Welbecka i van Persiego, z czego ten pierwszy podstawowym jest raczej nieczęsto. Rotacja w ataku jest niewielka, ustawienie przewidywalne dla przeciwników, a zupa była za słona.
Jeszcze gorzej prezentowały się skrzydła, podcięte skrzydła. Czy to przemęczenie, czy to po prostu wiek sprawiły, że oczekiwania zawodzi w tym sezonie postawa żyjącej legendy, Ryana Giggsa. To on gra gorzej? A może rywale grają lepiej?
Po poprawnym meczu z Chelsea, "wtopę" zaliczył Tom Cleverley. Średnio spisał się także Patrice Evra.
Podsumowując jednak, cała drużyna wypadła słabo. Dobre tyły nie pomogły napastnikom i zwycięstwo na Anfield był daleko poza zasięgiem nóg piłkarzy United. Puzzle są źle ułożone. Jeśli David Moyes ma zamiar poważnie myśleć o mistrzostwie, powinien wyjąć kilka elementów, zmienić ich położenie lub po prostu je wyrzucić i zdobyć idealne. A nuż do paczki trafiły po prostu niepasujące kawałki?
Problemy ze skutecznością czy chociażby konstruowaniem kreatywnych akcji są sygnałem ostrzegawczym. Dotychczas nie było podstaw, by defetyzować na temat zamglonej przyszłości United. Teraz, w obliczu bolesnej porażki z największym rywalem, warto byłoby poważnie zastanowić się, czy aby na pewno wszystko jest tak świetnie, na co do niedawna wskazywały wyniki.
Cóż zrobić?
Ano na pewno nie wolno płakać, bo łzy mogą jedynie powiększyć smutek i żal oraz rozmyć widok na piętrzące się problemy. David Moyes mógłby zaryzykować wystawienie w meczowej czternastce, nawet i z ławki, dwóch młodzików- Adnana Januzaja i Jesse Lingarda. Choć przedsezonowe mecze raczej nie mogą być najlepszym wskaźnikiem formy i umiejętności, to chłopcy na tle starszych kolegów nie wypadali gorzej. Dałabym także szansę Angelo Henriquezowi, który po powrocie z wypożyczenia do Wigan, bardzo poprawił swoją grę. Musimy znaleźć alternatywę dla Welbecka. Może gdyby tak wypożyczyć go do innej drużyny, jego umiejętności poszłyby w górę?
Oczywiście, ja, która nie widzę ich na codzień na treningach mogę sobie gdybać i się wymądrzać, lecz wydaje mi się, że nie proponuję wcale absurdalnych rozwiązań.
Kolejną opcją wydaje się być powoli zamykane okienko transferowe. Słowem wielka porażka United. Truicznie brzmiące hasła: "Nieograniczony budżet!", "Wielkie możliwości!", "Kupimy Bale'a!". Oczywistym było, jak to się wszystko skończy. Niespełna dwa miliony euro zostały wypłacone za obiecującego Urugwajczyka, Guillermo Varelę. Dawno oczekiwany podwójny transfer Bainesa i Fellainiego z Evertonu jak dotąd jest poza zasięgiem, Thiago Alcantara wylądował ostatecznie w Bayernie, Cristiano Ronaldo podpisał kolejny kontrakt z Realem, Gareth Bale pierwszy, a ciężko pomyśleć, że mógłby do nas trafić Mesut Özil. Najbliższy rzeczywistości wydaje się transfer Andera Herrery, lecz z tym także może być różnie. Odważne, szybkie ruchy na rynku transferowym są bardziej niż konieczne.
Czy Ferguson oddał Moyesowi bombę z opóźnionym zapłonem?
Zdecydowanie nie podzielam tej opinii. Odchodząc, Boss pozostawił swemu następcy mocną kadrę, która jednak wygląda na słabo przygotowaną mentalnie, taktycznie i też fizycznie. Nie można odmówić im woli walki, aczkolwiek pewność siebie i zaufanie do siebie nawzajem wydaje się jakby mniejsze. Drużyna wyglada na nieco rozbitą, zagubioną. Może jest to po prostu reakcja na odejście faceta, który był zawsze? Lekki wstrząs? Falstart? Chęć dania z siebie wszystkiego, nie wiedząc jak? Jedno jest pewne- wszystko da się naprawić.
Podsumowując
Mecz został przegrany mentalnie. Przegraliśmy z własnymi słabościami, a przeciwnik zręcznie to wykorzystał, szybko strzelając bramkę. To ustawiło przebieg meczu. Za ten spryt zasłużyli na uznanie. Nie pozwolili nam na więcej.
Porażka ta jednak ma swoje dobre strony, a raczej może na dobre... wyjść. Należy wyciągnąć konstruktywne wnioski. Ułożyć puzzle zgodnie z założeniem. A kiedy już się uda, rezultat może zadziwić nawet nas samych...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz